czwartek, 10 lipca 2014

Czy lekarz powinien odpowiadać za to, że chciał zabić?


Koncepcja propagandowa realizowana przy okazji sprawy prof. Chazana jest charakterystyczna. Próbuje się Polakom wmówić, iż alternatywą było urodzenie chorego dziecka, które wkrótce umrze, albo uniknięcie tego. Próbuję się sprawę stawiać tak, jakby to Chazan był odpowiedzialny za to, że dziecko urodziło się chore. Tymczasem alternatywą nie było urodzenie zdrowego dziecka, tylko zabicie go przed narodzeniem.

W rzeczywistości w głosach lewicy skierowanych do strony konserwatywnej, katolickiej, słychać odwieczny zarzut: czemu wasz Bóg pozwala w ogóle na to, że powoływane są do życia chore dzieci, skazane na śmierć? Mamy tu więc w czystej postaci istotę sporu strony konserwatywnej i rewolucyjnej. Skoro świat nie jest na miarę naszych oczekiwań, człowiek musi go swoimi siłami naprawić. Instrukcja obsługi jak to uczynić są przepisy prawa, co należy uczynić, by złą konstrukcję świata zmienić.

Przepis jest bardzo prosty. Należy zabić dziecko przed narodzeniem tak, by nie urodziło się chore. Tragiczny przypadek jest intensywnie nagłaśniany, bo daje szansę zasiania wielu ludziom wątpliwości. Skoro dziecko jest chore tak, że nie będzie zdolne do samodzielnego życia, umarło po kilku dniach, to po co je skazywać na takie życie, matkę na poród. Opinii publicznej nie szczędzi się drastycznych opisów wad, jakimi dotknięte było dziecko.

Byłoby to zapewne mniej przekonujące, gdyby próbowano ludziom rzecz pokazać od strony prawnej. Mamy do czynienia z regulacją typu: w sytuacji "x" osoba "y" jest upoważniona do stwierdzenia, czy dla osoby "z" lepiej jest żyć, czy umrzeć. Kto tak naprawdę wie, czy nawet najbardziej chore, niezdolne do życia dziecko wolałoby, choć kilka dni żyć, czy nie?

W praktyce prawie nigdy nie chodzi o przypadki skrajne. Obecnie obowiązujące przepisy prawa są wykorzystywane do rozstrzygania przez żyjących, czy prawo do życia mają nawet nie dzieci chore, ale podejrzewane o to, że mogą być chore. Nie chore tak, iż zapewne umrą w ciągu kilku dni po porodzie, ale mogące żyć bardzo długo i często szczęśliwie, jednak obciążone jakąś niedoskonałością, np. jak przy zespole Downa.

Dziś obciąża się prof. Chazana odpowiedzialnością za to, że nie chciał zabić dziecka, które było tak chore, iż nie miało szans na życie. Nasza strona powinna zadać pytanie o sytuacje odwrotne. Co z odpowiedzialnością tych, którzy gotowi byli zabić dzieci przed narodzeniem, a wbrew ich diagnozie narodziły się one jednak zdrowe lub prawie zdrowe. Czy tacy lekarze mogą się skutecznie powoływać na to, że działali legalnie w granicach prawa?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz